Siedzę sobie w pracy i obserwuję przewijających się ludzi. Komentuję w myślach ich stroje, gusta, zachowanie. Kiedy mnie o coś pytają jestem miła i uprzejma, bo tak trzeba. A swoje i tak myślę. I najchętniej niektóre jednostki bym zagryzła. Brak ludzi, przerwa, szybki papieros. Wiosna przyszła. A napewno jest coraz bliżej. Świeci słońce i jest ciepło. Zapomniałam już jakie to uczucie będąc na zewnątrz nie trząść się z zimna, nawet w kurtce i kilku warstwach ubrania pod nią. I śniegu już coraz mniej. Tylko trzeba uważać na kałuże na chodnikach.
Jako że praca jest niezbyt absorbująca mam czas na przemyślenia. I dochodzę do wniosku, że zaczyna mi się porządkować mój bałagan w głowie, ale dalej moja przyszłość stoi pod dużym znakiem zapytania.
Kolejnym wnioskiem, jaki wyciągnęłam jest to, że chyba jestem inna. Z jakiejś choinki na księżycu się urwałam. Posłużę się tutaj przykładem W. W. jest zwykłą, prostą dziewczyną, o przeciętnym (bardzo przeciętnym wyglądzie) i małych aspiracjach życiowych. Nie zależy jej na dobrej pracy, prestiżu, chce tylko wyjść za mąż, mieć dzieci, prać, sprzątać i gotować dla męża. Wychodzi z założenia (przynajmniej to wynika z rozmów z nią), że jeśli mąż będzie w stanie ją utrzymać, ona może siedzieć w domu i nie pracować. Jeśli nie, wystarczy jej praca taka, jak ta aktualna. Bo po co jej osiąganie sukcesu, czy wysokie stanowiska?
I tak sobie myślę, że chciałabym czasami taka być. Niespecjalnie wymagająca. Nie oczekująca wiele od życia. Z jednym marzeniem, jakim jest ślub i gromadka dzieciaków. Dobra, marzy mi się dziecko, ślub, fakt, ale chyba oczekuję czegoś więcej. Marzy mi się kariera, wysokie stanowisko, życie na poziomie i z klasą, realizowanie swoich pasji. Nie piszę tego, żeby się wywyższać ani żeby udowodnić wam jak cudowna jestem i wyjątkowa. Piszę to, bo... właściwie nie wiem. Może po prostu czuję potrzebę podzielenia się z kimś swoimi przemyśleniami?
skomentuj (2)